Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

bez szemrania

poniedziałek, 03 sierpnia 2009 0:12
bez szemrania maszerować
z przesłuchania się obiegać
zamiast się ubierać
kichać, łzawić i wycierać

wcale nie wiem czemu
stoję w samym środku rozstrojonej duszy
z pourywanymi włosami
ze złamanym smyczkiem

wcale nie wiem czemu
coś mnie pcha i ciągnie i zatrzymuje
jednostajnie się nie ruszam
na wietrznym placu zabaw

dada
brzmi mi w uchu jak wszystko i nic zarazem
lekkie jaki puch
ciężkie jak lawina głazów

stoję ciągle tu
choć siadam czasami
w oku płatek bzu
życie między nami.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Z nieba

czwartek, 18 czerwca 2009 22:42
Lemiesz się dziś złamał
już tysięczny raz
proboszcz nam naklamał
że nie wolno kraść.

Ziemia nic nie rodzi
skał już mamy dość
nam to nie zaszkodzi
w zębach zgrzyta złość.

Ale wciąż do przodu
przez zamknięte drzwi
byle tylko znowu
poczuć z nieba łzy.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Com iks

niedziela, 31 maja 2009 14:17
"Zjem zjawy i odmaluje nimi ściany w pokoju" wypłynęło z jego ust w obłej bańce podobnej do tych mydlanych które puszcza się czasami na huśtawkach w upalne popołudnia. Za nią podążyły mniejsze i jakby mniej obłe. Jedna, dwie, trzy, aż do ostatniej, która rozprysła się tuż nad jego nosem. Bulgał tak okrąglakami od rana, nie zważając, że rodzice wysławiają się w owalach zakończonych klasycznym, lekko zawiniętym ogonkiem, a narrator(ten to ma dopiero szyk!) wygłasza swoje komentarze w schludnych kwadratowych kwaterkach na myśli. "PUK PUK" - chaotyczne literki wyskoczyły z sękatych drzwi, które niedługo po tym otworzyły sie. Ojciec wszedł do środka i od razu zaczął wypuszczać swoje geoidalne, ogonkowe pretensje: "Czemu tu nie posprzątasz", "Uczyłeś się już?", "Cały dzień leżysz i nic nie robisz", "Weź się do życia, marzycielu", "Patryk! Mowie do Ciebie!". Zdawało się że cały kadr zaraz rozerwie się od natłoku zadrukowanych chmurek. Syn, niewątpliwie świadom niebezpieczeństwa puścił tylko jedną malutką bańkę naznaczoną nieznacznym "..." i wstał z łóżka. Przecisnął się przez gąszcz blednących chmurek, doszedł do lewej ściany boksu i ku zdumieniu ojca wytoczył się z kartki na stół, a zaraz potem dmuchając w palec nabrał trzeciego wymiaru. Wstał, otrzepał się i pomału, unoszony nieznacznym powiewem wiatru, zaczął wznosić się w stronę uchylonego okna dachowego. Ojciec mrużąc oczy przed jarzącym słońcem dostrzegł jeszcze dwie bańki(podobne do tych, które puszcza się czasami na huśtawkach w upalne popołudnia) jakby przywiązane do głowy Patryka, ciągnące chłopaka do góry. Odwrócił wzrok, oczy go zapiekły, a kiedy chciał ponownie odszukać wzrokiem syna - nie znalazł go.
Patryk wypuszczając lekką materię ducha uszami i niewoląc ją w jakby mydlanych balonach, pokonywał siłę grawitacji i wznosił się prosto ku Słońcu. Nie wiedział(bo skąd?), że bańki mydlane to nie to samo co sterowiec, czy rakieta. Nigdy nie był mocny z fizyki, a ojciec - choć naukowiec - nie ostrzegł go przed kruchością materii.
I jak już pewnie domyśliliście się: spadł. Przeżył swoje życie w ułamku sekundy i choć spadał dość dlugo(w końcu był z papieru), ani przez moment nie żałował tej próby. Ucieszył się szczególnie(a przecież był w obliczu śmierci!), kiedy zbliżając się do tafli jakiegoś odległego ocanu zobaczył na pobliskim brzegu chłopa, mułem orzącego pole.
Nie można powiedzieć, że zginął nie zaznawszy satysfakcji.

komentarze (0) | dodaj komentarz

# 2

poniedziałek, 18 maja 2009 22:06
Żółte światło lampki padało skromnie na błyszczącą połać brązowego biurka. Pomijając tą jasną bańkę w której się znajdował, cała reszta pokoju tonęła w północnym mroku. Łukasz siedział na krześle starając się brakiem ruchu oswoić rozsadzający czaszkę ból. "A jednak. Te migreny nie mają nic wspólnego z brakiem snu.", strzępki myśli przedzierały się przez otumanione neurony. W szufladzie leżała spokojnie zadrukowana kartka papieru, której nie chciał już nigdy oglądać. Wyciągnął pomału rękę, pragnąc oszukać ciało i dwoma ruchami myszy włączył "The Rose". Nie słuchał słów, nie słuchał nawet dźwięków - ta piosenka sprawiała, że przed jego oczami jak żywa stawała jego licealna miłość - długie czarne włosy, krótka sukienka i zielone oczy, oczy w których niegdyś widział odbicie całego świata . Ten melancholijny, jakby pokryty sepią obraz od dawna dodawał mu otuchy i pozwalał oderwać się od rzeczywistości. Teraz też nie zawiódł.
Położył głowę na biurku i po omacku zgasił lampkę. Zasnął zanim Bette zaśpiewała co się dzieje, kiedy noc staje się zbyt samotna.

komentarze (0) | dodaj komentarz

 1234567  »

piątek, 20 listopada 2009

Licznik odwiedzin: 3070

Datownik

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 22.03.2009 18:14:22
  • autor: Kaś
  • treść: Lubię go czytać... U...

O moim bloogu

To blog niekoniecznie o mnie i o moich zainteresowaniach, nie zawsze znajdziecie na nim akurat moje myśli i spostrzeżenia. Chociaż ja go tworzę to jednak nie do końca i chociaż chciałbym żebyście to ...

więcej...

To blog niekoniecznie o mnie i o moich zainteresowaniach, nie zawsze znajdziecie na nim akurat moje myśli i spostrzeżenia. Chociaż ja go tworzę to jednak nie do końca i chociaż chciałbym żebyście to widzieli to chyba jednak wolałbym nie.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Chcesz troche mojego SPAMu?

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: