"Zjem zjawy i odmaluje nimi ściany w pokoju" wypłynęło z jego ust w obłej bańce podobnej do tych mydlanych które puszcza się czasami na huśtawkach w upalne popołudnia. Za nią podążyły mniejsze i jakby mniej obłe. Jedna, dwie, trzy, aż do ostatniej, która rozprysła się tuż nad jego nosem. Bulgał tak okrąglakami od rana, nie zważając, że rodzice wysławiają się w owalach zakończonych klasycznym, lekko zawiniętym ogonkiem, a narrator(ten to ma dopiero szyk!) wygłasza swoje komentarze w schludnych kwadratowych kwaterkach na myśli. "PUK PUK" - chaotyczne literki wyskoczyły z sękatych drzwi, które niedługo po tym otworzyły sie. Ojciec wszedł do środka i od razu zaczął wypuszczać swoje geoidalne, ogonkowe pretensje: "Czemu tu nie posprzątasz", "Uczyłeś się już?", "Cały dzień leżysz i nic nie robisz", "Weź się do życia, marzycielu", "Patryk! Mowie do Ciebie!". Zdawało się że cały kadr zaraz rozerwie się od natłoku zadrukowanych chmurek. Syn, niewątpliwie świadom niebezpieczeństwa puścił tylko jedną malutką bańkę naznaczoną nieznacznym "..." i wstał z łóżka. Przecisnął się przez gąszcz blednących chmurek, doszedł do lewej ściany boksu i ku zdumieniu ojca wytoczył się z kartki na stół, a zaraz potem dmuchając w palec nabrał trzeciego wymiaru. Wstał, otrzepał się i pomału, unoszony nieznacznym powiewem wiatru, zaczął wznosić się w stronę uchylonego okna dachowego. Ojciec mrużąc oczy przed jarzącym słońcem dostrzegł jeszcze dwie bańki(podobne do tych, które puszcza się czasami na huśtawkach w upalne popołudnia) jakby przywiązane do głowy Patryka, ciągnące chłopaka do góry. Odwrócił wzrok, oczy go zapiekły, a kiedy chciał ponownie odszukać wzrokiem syna - nie znalazł go.
Patryk wypuszczając lekką materię ducha uszami i niewoląc ją w jakby mydlanych balonach, pokonywał siłę grawitacji i wznosił się prosto ku Słońcu. Nie wiedział(bo skąd?), że bańki mydlane to nie to samo co sterowiec, czy rakieta. Nigdy nie był mocny z fizyki, a ojciec - choć naukowiec - nie ostrzegł go przed kruchością materii.
I jak już pewnie domyśliliście się: spadł. Przeżył swoje życie w ułamku sekundy i choć spadał dość dlugo(w końcu był z papieru), ani przez moment nie żałował tej próby. Ucieszył się szczególnie(a przecież był w obliczu śmierci!), kiedy zbliżając się do tafli jakiegoś odległego ocanu zobaczył na pobliskim brzegu chłopa, mułem orzącego pole.
Nie można powiedzieć, że zginął nie zaznawszy satysfakcji.
komentarze (0) | dodaj komentarz